10 września 2013
„Dlaczego
to tak bardzo boli? Każdy jego ruch, każdy gest i uśmiech. Niby
wszystko między nami skończone, ale trudno jest zapomnieć. Wiesz
co jest najśmieszniejsze? Że najprawdopodobniej już dawno o mnie
zapomniał, a ja o nim próbuję, ale się nie da. To jest coś
strasznego. To uczucie jest przytłaczające. Dzisiaj był jakiś
taki nieobecny w szkole. Jego wzrok był pusty, niewyrażający
żadnego uczucia. Zawsze tryskał energią i się uśmiechał, a
teraz? Trzymał się na uboczu przy swoich przyjaciołach. Gdy na
niego spojrzałam niestety on tez patrzył w tedy na mnie. Wzrok
pusty, nic nie wyrażający. Zawsze się uśmiechał i chodził
radosny, a dzisiaj raz się uśmiechnął i to lekko. Dlaczego to tak
cholernie boli? Dlaczego wszystko nie może się poukładać? A wiesz
co jest chyba najgorsze z najgorszych? To, że ja udaję, że nic się
nie stało, a w rzeczywistości od środka cierpię. Nie wiem co
robić, nie wiem co myśleć. Wiem jedno, jeżeli nadal będę go tak
mijać na korytarzu to za którymś razem po prostu się rozpłaczę,
albo, no właśnie co zrobię? Przytulę się do niego, powiem jak to
bardzo jest mi trudno zapomnieć? Te pytania chodzą mi po głowie od
jakiś 2 godzin, i jakoś nie potrafią znaleźć drogi powrotnej,
albo po prostu nie mają znaleźć drogi powrotnej? Tego nie wiem i
nie wiem czy mam się dowiedzieć. Jest mi ciężko, i to bardzo. To
co mnie kiedyś z nim, łączyło? Ale czy to tak można nazwać?
Niby kiedyś potrafiłam dla niego zrobić wszystko, byłam tak
szaleńczo zakochana, że nie widziałam jego prawdziwej twarzy,
którą skrywał pod swoją maską. Wydawało się, że nic nie
potrafi zniszczyć tego co do niego czuję, a rzeczywistość była
inna. Dało się zniszczyć tą silną więź jaką go darzyłam. A
kto ją zniszczył? Właśnie on jednym gestem, jednym słowem. Nagle
czar prysł. Uczucie jakim go darzyłam znikło w ułamku sekundy,
jak za dotknięciem magicznej różdżki. Wtedy nie liczyło się nic
innego jak tylko ON, a raczej nienawiść jaka się pojawiła we
mnie. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Niby nic mi nie
powiedział wprost, ale wystarczy to, że powiedział komuś innemu.
Dlaczego nie miał na tyle odwagi by powiedzieć mi to wprost?
Dlaczego musiałam się o tym dowiadywać od osoby trzeciej? Wtedy
byłam zdolna do wszystkiego. Mogłam zniszczyć wszystko co
napotkałam na swojej drodze. W jednej chwili wszystko mi się
zawaliło. Wszystko to co wydawało mi się za piękne i cudowne
przerodziło się w różę z cierniami, ale teraz znowu jest tak jak
było. Zapomnieć nigdy nie jest łatwo, ale żeby aż tak trudno.
Dzisiaj mija kolejny dzień, w którym się na niego patrzę. Czasami
chciałabym bym czytać w myślach. Nie wiem co on o mnie myśli i to
mnie przytłacza. Czy byłaby jakaś nadzieja?, ale zresztą o czym
ja myślę. Przecież go nienawidzę, ale jednocześnie kocham. Czy
to w ogóle możliwe? W ogóle co to jest miłość? To uczucie,
które daje drugiej osobie radość, to poczucie bezpieczeństwa. A
ja co czuje? Nic i to jest najgorsze. Zaraz, zaraz, ile ja już tak o
nim myślę? Coś jest nie tak. Spojrzałam przed siebie i
zobaczyłam, że ON i jego przyjaciele się na mnie patrzą. Super.
Ciekawe ile się na niego tak lampię. Ale chwila? Czy on się na
mnie patrzy? Nie to niemożliwe. Patrzę w lewo. Każdy zajęty jest
swoimi rozmowami. Znowu patrzę na niego. Nie, teraz już jestem
pewna. Patrzy się na mnie, ale coś jest w jego wzroku nie tak. Jest
pusty czyli taki jaki ostatnio u niego często widuję. Nie wyraża
nic. Wtedy jego oczy są takie wyjątkowe. Błękitne, ale wyblakłe,
nie wyrażające żadnego uczucia. Coś spływa po moim policzku. To
słona łza, jedna z niewielu, które wylewam przez dzień. Dlaczego
ta miłość tak cholernie boli? Nie wiem czy kiedyś się dowiem...”
17
listopada 2013
Każdy
twój gest bolał mnie od środka. Jak rozmawiałeś z jakąś
dziewczyną wszystko mnie do środka rwało. Nie potrafiłam już tak
dłużej funkcjonować. Nie potrafiłam i nie chciałam. Nigdy nie
miałam ci odwagi powiedzieć co tak naprawdę do ciebie czułam.
Nienawidziłam cię, ale jednocześnie bardzo kochałam. Czułam się
jak narkomanka, a ty byłeś moim narkotykiem. Już wiele razy
próbowałam z tobą skończyć, ale nie potrafiłam, ponieważ
przyciągałeś mnie jak magnez o czym sam nie wiedziałeś, może to
i dobrze. Niestety, ale teraz jest inaczej. Nie potrafiłam skończyć
z nałogiem czyli z tobą, ale skończyłam z jednym czyli z sobą.
Nie potrafiłam i nie chciałam już dłużej tego ukrywać. Pewnie
teraz jak będziesz to czytał mnie już nie będzie. Chce żebyś
wiedział, że cię kochałam i już zawsze będę. Proszę cię
obiecaj mi jedno. Pamiętaj o mnie...
Po
raz ostatni...
Jego
ciałem zawładnął mrok. Nie kontroluje swojego zachowania. Wzrok
pusty niczym biała kartka papieru, nic nie zawierająca, brzydka i
naga bez swojego przesłania. Po tym gdy odeszła wszystko przestało
się dla niego liczyć. Sny mamy każdego dnia, a dla niego w tych
snach liczy się tylko ONA, bo to ona jest jego każdym dniem. ON
widzi ją tylko w snach, a ona widzi go codziennie, ale on o tym nie
wie. Po tym gdy odeszła, nie funkcjonuje normalnie. Każda sekunda
przeżyta bez niej jest dla niego, jak najgorsze tortury. Tęskni, i
to bardzo. Stara się byś silny, ale nie potrafi. To, że ją
stracił było jak najgorsza kara, która mu się przytrafiła. Nie
potrafił zrozumieć czemu go zostawiła. Obwiniał się za to. Samo
obwinianie mu już nie wystarczało. Sięgnął po mocniejsze metody.
Zaczął brać. ONA też była jego narkotykiem, ale jej już tutaj
nie ma. Nie potrafi go już uratować. Zatracał się już coraz
bardziej. Każdego dnia, we wszystkich miejscach widział ją. JEJ
oczy, JEJ uśmiech. Widział Ją, taką jaką zapamiętał. Narkotyki
mu już nie wystarczały, ale nie wiedział co jeszcze może zrobić.
Zawsze chodził na dach opustoszałego bloku. Tam mógł spokojnie
pomyśleć, nad wszystkim, Tam zrzucał ciężką pelerynę zwaną
życiem. Tam starał się uspokajać. To tam cała rzeczywistość
przestawała istnieć. Liczyła się tylko pustka jaka w nim
panowała. Wypełniał ją narkotykami i alkoholem. Nie wiedział co
robi. Był zagubiony. W myślach ciągle miał tylko jedno słowo,
które wciąż zapisywał na kartkach, wykrzykiwał je światu, i nie
mógł o nim nigdy zapomnieć. Mianowicie było to JEJ imię,
idealnie pasujące do jego imienia. Był opętany stanem zwanym
miłością. Staną na krawędzi budynku i czekał. Czekał na to co
się stanie. W końcu skoczył i upadł, ale jego dusza, pozostawała
wciąż żywa. JEJ anioł przybył po jego duszę, by na wieczność
połączyć się ze sobą. Był za młody by wiedzieć co to
wieczność, ale na tyle dojrzały by wiedzieć co to miłość,
która poprowadziła go do śmierci, ale dzięki tej śmierci znowu
mógł być przy niej. Tym razem nic im nie przeszkadzało. Nie było
żadnej bariery pomiędzy światem żywych, a martwych. Byli ONI.
Ryzykując wszystko znowu byli razem i nic im nie mogło w tym
przeszkodzić. Ich miłość pomimo wszystkich przeciw wskazań
świata żywych, znalazła miejsce w świecie zmarłych, tam gdzie
wszystko zmienia się na lepsze. Bo dzięki tej rozłące ich miłość
stała się silniejsza, nierozrywalna. Udało im się połączyć,
ale nie na chwilę, tylko na wieczność, i nie do skończenia
świata, tylko jeszcze dłużej.
Bo
miłość dla wszystkich jest czymś wyjątkowa. Niezależnie od
tego, jak bardzo by się chciało, nie da się od niej uciec. Nie
ważne jak bardzo byśmy chcieli chcieli pozostawiać wrażenie
nieczułych na miłość, ona zawsze znajdzie w naszych sercach,
jakiś kawałek pustego miejsca, nie zamienionego w kawałek lodu,
który czeka na tą miłość. Chociaż nie zawsze jesteśmy na nią
gotowi, wpuśćmy ją do naszego serca, bo dopiero wtedy poczujemy
jak bardzo samotni byliśmy, ukrywając siebie, za za czapką
niewidką, która w końcu, sama z nas spadnie i pokaże co przez
długi czas ukrywała pod swoją odsłoną...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz