poniedziałek, 9 grudnia 2013

Anioł

10 września 2013
Dlaczego to tak bardzo boli? Każdy jego ruch, każdy gest i uśmiech. Niby wszystko między nami skończone, ale trudno jest zapomnieć. Wiesz co jest najśmieszniejsze? Że najprawdopodobniej już dawno o mnie zapomniał, a ja o nim próbuję, ale się nie da. To jest coś strasznego. To uczucie jest przytłaczające. Dzisiaj był jakiś taki nieobecny w szkole. Jego wzrok był pusty, niewyrażający żadnego uczucia. Zawsze tryskał energią i się uśmiechał, a teraz? Trzymał się na uboczu przy swoich przyjaciołach. Gdy na niego spojrzałam niestety on tez patrzył w tedy na mnie. Wzrok pusty, nic nie wyrażający. Zawsze się uśmiechał i chodził radosny, a dzisiaj raz się uśmiechnął i to lekko. Dlaczego to tak cholernie boli? Dlaczego wszystko nie może się poukładać? A wiesz co jest chyba najgorsze z najgorszych? To, że ja udaję, że nic się nie stało, a w rzeczywistości od środka cierpię. Nie wiem co robić, nie wiem co myśleć. Wiem jedno, jeżeli nadal będę go tak mijać na korytarzu to za którymś razem po prostu się rozpłaczę, albo, no właśnie co zrobię? Przytulę się do niego, powiem jak to bardzo jest mi trudno zapomnieć? Te pytania chodzą mi po głowie od jakiś 2 godzin, i jakoś nie potrafią znaleźć drogi powrotnej, albo po prostu nie mają znaleźć drogi powrotnej? Tego nie wiem i nie wiem czy mam się dowiedzieć. Jest mi ciężko, i to bardzo. To co mnie kiedyś z nim, łączyło? Ale czy to tak można nazwać? Niby kiedyś potrafiłam dla niego zrobić wszystko, byłam tak szaleńczo zakochana, że nie widziałam jego prawdziwej twarzy, którą skrywał pod swoją maską. Wydawało się, że nic nie potrafi zniszczyć tego co do niego czuję, a rzeczywistość była inna. Dało się zniszczyć tą silną więź jaką go darzyłam. A kto ją zniszczył? Właśnie on jednym gestem, jednym słowem. Nagle czar prysł. Uczucie jakim go darzyłam znikło w ułamku sekundy, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Wtedy nie liczyło się nic innego jak tylko ON, a raczej nienawiść jaka się pojawiła we mnie. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Niby nic mi nie powiedział wprost, ale wystarczy to, że powiedział komuś innemu. Dlaczego nie miał na tyle odwagi by powiedzieć mi to wprost? Dlaczego musiałam się o tym dowiadywać od osoby trzeciej? Wtedy byłam zdolna do wszystkiego. Mogłam zniszczyć wszystko co napotkałam na swojej drodze. W jednej chwili wszystko mi się zawaliło. Wszystko to co wydawało mi się za piękne i cudowne przerodziło się w różę z cierniami, ale teraz znowu jest tak jak było. Zapomnieć nigdy nie jest łatwo, ale żeby aż tak trudno. Dzisiaj mija kolejny dzień, w którym się na niego patrzę. Czasami chciałabym bym czytać w myślach. Nie wiem co on o mnie myśli i to mnie przytłacza. Czy byłaby jakaś nadzieja?, ale zresztą o czym ja myślę. Przecież go nienawidzę, ale jednocześnie kocham. Czy to w ogóle możliwe? W ogóle co to jest miłość? To uczucie, które daje drugiej osobie radość, to poczucie bezpieczeństwa. A ja co czuje? Nic i to jest najgorsze. Zaraz, zaraz, ile ja już tak o nim myślę? Coś jest nie tak. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że ON i jego przyjaciele się na mnie patrzą. Super. Ciekawe ile się na niego tak lampię. Ale chwila? Czy on się na mnie patrzy? Nie to niemożliwe. Patrzę w lewo. Każdy zajęty jest swoimi rozmowami. Znowu patrzę na niego. Nie, teraz już jestem pewna. Patrzy się na mnie, ale coś jest w jego wzroku nie tak. Jest pusty czyli taki jaki ostatnio u niego często widuję. Nie wyraża nic. Wtedy jego oczy są takie wyjątkowe. Błękitne, ale wyblakłe, nie wyrażające żadnego uczucia. Coś spływa po moim policzku. To słona łza, jedna z niewielu, które wylewam przez dzień. Dlaczego ta miłość tak cholernie boli? Nie wiem czy kiedyś się dowiem...”
17 listopada 2013
Każdy twój gest bolał mnie od środka. Jak rozmawiałeś z jakąś dziewczyną wszystko mnie do środka rwało. Nie potrafiłam już tak dłużej funkcjonować. Nie potrafiłam i nie chciałam. Nigdy nie miałam ci odwagi powiedzieć co tak naprawdę do ciebie czułam. Nienawidziłam cię, ale jednocześnie bardzo kochałam. Czułam się jak narkomanka, a ty byłeś moim narkotykiem. Już wiele razy próbowałam z tobą skończyć, ale nie potrafiłam, ponieważ przyciągałeś mnie jak magnez o czym sam nie wiedziałeś, może to i dobrze. Niestety, ale teraz jest inaczej. Nie potrafiłam skończyć z nałogiem czyli z tobą, ale skończyłam z jednym czyli z sobą. Nie potrafiłam i nie chciałam już dłużej tego ukrywać. Pewnie teraz jak będziesz to czytał mnie już nie będzie. Chce żebyś wiedział, że cię kochałam i już zawsze będę. Proszę cię obiecaj mi jedno. Pamiętaj o mnie...

Po raz ostatni...


Jego ciałem zawładnął mrok. Nie kontroluje swojego zachowania. Wzrok pusty niczym biała kartka papieru, nic nie zawierająca, brzydka i naga bez swojego przesłania. Po tym gdy odeszła wszystko przestało się dla niego liczyć. Sny mamy każdego dnia, a dla niego w tych snach liczy się tylko ONA, bo to ona jest jego każdym dniem. ON widzi ją tylko w snach, a ona widzi go codziennie, ale on o tym nie wie. Po tym gdy odeszła, nie funkcjonuje normalnie. Każda sekunda przeżyta bez niej jest dla niego, jak najgorsze tortury. Tęskni, i to bardzo. Stara się byś silny, ale nie potrafi. To, że ją stracił było jak najgorsza kara, która mu się przytrafiła. Nie potrafił zrozumieć czemu go zostawiła. Obwiniał się za to. Samo obwinianie mu już nie wystarczało. Sięgnął po mocniejsze metody. Zaczął brać. ONA też była jego narkotykiem, ale jej już tutaj nie ma. Nie potrafi go już uratować. Zatracał się już coraz bardziej. Każdego dnia, we wszystkich miejscach widział ją. JEJ oczy, JEJ uśmiech. Widział Ją, taką jaką zapamiętał. Narkotyki mu już nie wystarczały, ale nie wiedział co jeszcze może zrobić. Zawsze chodził na dach opustoszałego bloku. Tam mógł spokojnie pomyśleć, nad wszystkim, Tam zrzucał ciężką pelerynę zwaną życiem. Tam starał się uspokajać. To tam cała rzeczywistość przestawała istnieć. Liczyła się tylko pustka jaka w nim panowała. Wypełniał ją narkotykami i alkoholem. Nie wiedział co robi. Był zagubiony. W myślach ciągle miał tylko jedno słowo, które wciąż zapisywał na kartkach, wykrzykiwał je światu, i nie mógł o nim nigdy zapomnieć. Mianowicie było to JEJ imię, idealnie pasujące do jego imienia. Był opętany stanem zwanym miłością. Staną na krawędzi budynku i czekał. Czekał na to co się stanie. W końcu skoczył i upadł, ale jego dusza, pozostawała wciąż żywa. JEJ anioł przybył po jego duszę, by na wieczność połączyć się ze sobą. Był za młody by wiedzieć co to wieczność, ale na tyle dojrzały by wiedzieć co to miłość, która poprowadziła go do śmierci, ale dzięki tej śmierci znowu mógł być przy niej. Tym razem nic im nie przeszkadzało. Nie było żadnej bariery pomiędzy światem żywych, a martwych. Byli ONI. Ryzykując wszystko znowu byli razem i nic im nie mogło w tym przeszkodzić. Ich miłość pomimo wszystkich przeciw wskazań świata żywych, znalazła miejsce w świecie zmarłych, tam gdzie wszystko zmienia się na lepsze. Bo dzięki tej rozłące ich miłość stała się silniejsza, nierozrywalna. Udało im się połączyć, ale nie na chwilę, tylko na wieczność, i nie do skończenia świata, tylko jeszcze dłużej.



Bo miłość dla wszystkich jest czymś wyjątkowa. Niezależnie od tego, jak bardzo by się chciało, nie da się od niej uciec. Nie ważne jak bardzo byśmy chcieli chcieli pozostawiać wrażenie nieczułych na miłość, ona zawsze znajdzie w naszych sercach, jakiś kawałek pustego miejsca, nie zamienionego w kawałek lodu, który czeka na tą miłość. Chociaż nie zawsze jesteśmy na nią gotowi, wpuśćmy ją do naszego serca, bo dopiero wtedy poczujemy jak bardzo samotni byliśmy, ukrywając siebie, za za czapką niewidką, która w końcu, sama z nas spadnie i pokaże co przez długi czas ukrywała pod swoją odsłoną... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz