poniedziałek, 23 grudnia 2013

Pioruny

Pioruny. Niby powodują wiele złego, niby się ich nie lubi, ale pioruny odzwierciedlają to co dzieje się w naszym życiu. Z piorunami towarzyszy burza. Grzmoty i ciemność opanowują całe otoczenie. Pogrążamy się w mroku. Często obserwujemy pioruny. To tak samo jakbyśmy obserwowali nasze życie. Byli widzami, zamiast odgrywać główną rolę schowaliśmy się w cień, daleko w głęboki kąt. Wolimy się zamknąć w najgłębszej otchłani, najgłębszym zakątku naszych najskrytszych pragnień, marzeń. Tam staramy się zapomnieć o otaczającym nas świecie. Zagłębiamy się w przeszłości, zapominając,o teraźniejszości. Nie chcemy pamiętać o chwili, ponieważ, wolimy cierpieć. Na siłę przypominamy sobie te wszystkie złe chwile, wspominamy to jak bardzo czuliśmy się skrzywdzeni. Zamiast od tego uciec zatracamy się w tym. Nie ma dla nas ratunku...

Zapukałam uśmiechnięta do drzwi. Otworzyła mi je bardzo miła kobieta. Weszłam dalej i pobiegłam na górę po schodach. Weszłam do pokoju, tego pokoju gdzie wszystko się zaczęło. Dotknęłam klamki i weszłam nie myśląc o konsekwencjach tego czynu. Za drzwiami stał on i ona. Uśmiech momentalnie zniknął z mojej twarzy, zamiast niego pojawiły się łzy. Co mogłam zrobić? Uciekłam. Zbiegłam z powrotem na dół. Wybiegłam z jego domu. Za sobą usłyszałam głos. Jego głos, który krzyczał moje imię, nie odwracałam się, biegłam dalej, ale w pewnej chwili poczułam jak ktoś dotyka mojej ręki. Odwróciłam się i patrzyłam prosto w jego błękitne oczy. Próbował mi wyjaśniać, ale ja nie potrafiłam słuchać. W końcu wyswobodziłam się. Biegłam dalej przed siebie. Zatrzymałam się na łące. Upadłam na trawie i zaczęłam płakać. Zwinęłam się w kłębek. Otaczały mnie drzewa i głucha cicha, która wydawała się moim najlepszym przyjacielem w tamtym momencie. Siedziałam tak przez długi czas opierając się o pień drzewa. Wszystko co dotychczas miałam znikłam, nie było już nas, nie było już mnie i jego, od tamtej chwili zostałam już tylko ja...

Ukradłeś miłość, którą uratowałam dla siebie
I obserwowałam jak dajesz ją komuś innemu,
Ale tych blizn, już nie mogę ukryć,
Znalazłam światło, które zamykasz wewnątrz,
Nie możesz mnie pokochać, jeżeli już próbowałeś”

Od tamtej pory minęło już rok. Myślałam, że go nienawidzę, myślałam, że już wszystko między nami jest skończone, ale niestety myliłam się. Miłość jest jak bumerang. Pewnego razu go wyrzucimy, a on nie wraca. Na początku go nam brakuje, ale później zapominamy, ale jak pewnego razu wyjdziemy na tą samą polanę, wszystkie wspomnienia wrócą. Będziesz przechodziła koło tamtego miejsca i znajdziesz go. Będzie zakurzony, brudny i stary, ale i tak weźmiesz go z powrotem, ze względu na wspomnienia. Od tamtego dnia starałam się funkcjonować normalnie. Na początku to mi wychodziło, ale zawsze wspomnienia wracały. W końcu przestały wracać. Przez długi czas myślałam, że wszystko między nami jest skończone, ale potem każdy jego gest, każdy jego ruch, każdy jego uśmiech przyprawiały mnie o zawrót głowy. Stało się coś czego bardzo nie chciałam. Na nowo się w nim zakochałam. Próbowałam ze wszystkich sił spróbować się odkochać, ale nie potrafiłam. Zawładnął całym moim umysłem, wszędzie widziała tylko jego. Tak strasznie tego nie chciałam. Gdy przechodziłam koło jego domu, zatrzymałam się. Był taki sam jak rok temu. Nic się tu nie zmieniło. Zamknęłam oczy. Wszystko powróciło. Lepszy jak i te gorsze chwile. Byłam tam ja i on. Uśmiechnięci, cieszący się życiem, ale za chwilę pojawiła się kłótnia. Poczułam jak łzy lecą mi po policzkach. Otworzyłam oczy. Ręką otarłam łzy i poszłam dalej. Nie chciałam tam już wracać. Nigdy patrzenie w przeszłość nie było dla mnie miłe. Każdy mój przyjaciel mówił mi po co to roztrząsam, w końcu mnie zranił. Przy nich udawałam, że jest dla mnie nikim, zerem, które się zabawiło moimi uczuciami, ale rzeczywistość była inna. Udawałam silną, ale taka nie byłam. Przy wszystkich byłam uśmiechnięta, ale gdy nikt nie widział, to płakałam, czasami po kilka godzin. Każdy myślał, że jestem szczęśliwa, ale taka nie byłam. Szczęśliwa to ja byłam z nim, ale już nie jestem. Starałam się jak najdalej odrzucać myśl o tym, że go nadal kocham. Starałam się ukryć to gdzieś w moim sercu, i zamknąć. Gdy przechodziłam koło niego wszystkie wspomnienia wracały, ale musiałam być silna chociaż nie chciałam. Gdy pewnego razu chciałam podejść i powiedzieć mu o wszystkim, zobaczyłam go, ale nie był sam. Był z nią. Uśmiechnięci i tak jakby szczęśliwi. Wtedy byłam zdania, że miłość sama zniknie, że zamknięcie jej już mi nie będzie potrzebne, ale niestety. Jeden jego uśmiech i wszystko znowu powróciło, chociaż nie powinno. To nie my dyktujemy warunki tylko nasze serce.
A co ci serce mówi?
- Dlaczego mam słuchać serca?- zapytał oburzony.
- Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie słyszysz, o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi i nie przestanie powtarzać ci tego, co myśli o życiu i świecie
Wcale nie jestem silna, jestem słaba, delikatna jak porcelana. Bardzo łatwo mnie zranić. Praktycznie nikt o tym nie wie, ale ja nie chce by ktoś wiedział. Przez niego stałam się wrakiem człowieka. Nie potrafiłam się pozbierać przez długi okres czasu. Potrafiłam nic nie jeść, do nikogo się nie odzywać. Nikt nie widział tego jak mnie zniszczył. Moi rodzice zauważyli, że przestałam jeść. Na siłę „wpychali” we mnie jedzenie. Oczywiście jadłam wszystko, ale potem zamykałam się w łazience i chyba wiadomo co się działo. Popadłam w bulimię. Nikt o tym nie wiedział. Nie chciałam by ktokolwiek o tym się dowiedział. Byłam nieotwartą księgą, która na każdej stronie skrywała nową tajemnicę. Do pewnego czasu udało mi się ukrywać moją bulimię, ale do pewnego czasu. Byłam wtedy w szkole. Mieliśmy wf. Graliśmy w siatkówkę, którą tak strasznie kochałam. W pewnej chwili zasłabłam. Upadłam na podłogę. Koło mnie od razu pojawili się wszyscy. Patrzyłam na nimi przymglonymi oczyma. Pamiętam jak ktoś coś do mnie mówił, ale ja już nic nie słyszałam. Powoli zaczynałam tracić jaką kol wiek świadomość tego co się dzieje wokół mnie. Ostatni raz spojrzałam na wszystkich i zamknęłam oczy. Obudziłam się w jakimś innym świecie. Coraz bardziej zbliżałam się do światła, które było tam w oddali. Byłam coraz bliżej drzwi i gdy już wyciągnęłam rękę by je otworzyć wszystko znikło. Byłam w czarnym pomieszczeniu gdzie jedynym oświetleniem była lampa, która stała na małym okrągłym stoliku. Usiadłam koło tego stolika. Nogi podkuliłam do brody i czekałam na to co się wydarzy. Wtedy otworzyłam oczy. Byłam w białym pomieszczeniu. Byłam podpięta do miliona małych kabelków. Otaczały mnie osoby w różnym wieku w białych fartuchach. Domyśliłam się, że jestem w szpitalu. Chciałam coś powiedzieć, ale nie potrafiłam. Lekarze mówili, że w moim stanie to normalne. Na krzesłach koło mnie siedzieli moi rodzice. Na to wspomnienie łzy momentalnie popłynęły mi po policzku. Szybko je otarłam. Ludzie nie wierzą w śmierć kliniczną, ja też nie wierzyłam, póki sama jej nie doświadczyłam. Umarłam. Gdy już miałam być na tamtym świecie coś pociągnęło mnie w dół. Byłam już martwa, ale przeżyłam, ale dlaczego? Przez niego znalazłam się w tym szpitalu. Przez niego prawie nie umarłam. Doprowadził mnie do takiego stanu, w którym nigdy nie chciałam być. Doprowadził mnie do uzależnienia od niego samego. W ogóle co to znaczy miłość? To relacja pomiędzy dwojgiem ludzi budująca się na zaufaniu, to piękne uczucie odwzajemnienie przez obie strony, to 2 dusze połączone w jedną całość, bo bez siebie nic nie znaczą. Tak zawsze definiowałam miłość, ale teraz wiele się zmieniło bo przede wszystkim miłość to pasma nieszczęść, gdzie idziemy i upadamy, i gdy myślimy, że upadliśmy na samo dno, to ta miłość przyjdzie i będzie nas próbowała uratować, chociaż, nie wiem jak bardzo byśmy się jej wypierali ona będzie w naszych sercach. Każde zdarzenie uczy człowieka. Mnie zdrada nauczyła tego, że nie wszystko jest usłane różami, że wystarczy jeden ruch i wszystko może się posypać drobny mak. Bulimia nauczyła mnie tego, że gdy jesteśmy na skraju rozpaczy nigdy nie powinniśmy przestawać walczyć bo wszystko może skończyć
się inaczej, a kliniczna śmierć nauczyła mnie starania się cieszyć każdą chwilą, nie tylko tą dobrą, ale również tą złą.

Nie wiem na czym stoję
będąc gdzieś na uboczu
zmęczona ciągłym czekaniem

Czekam tu, w kolejce
z nadzieją że jeszcze znajdę
to co tak ścigam


Bo wszystko nie dzieje się po nic. Każde wydarzenie ma nam dać pewien morał życiowy. Każdy z nas ma taką własną księgę gdzie każde wydarzenie piszemy my. Mimo wiele przeciwności losu, to my jesteśmy autorami, a nie ktoś inny. Każdy z nas ma własne życie. Każdy z nas na wszelkie sposoby próbuje to życie doskonalić, ale te doskonałości czasami są naszymi największymi wadami. Każdy próbuje te wady zakryć niewidzialną chustą, ale w końcu te wady same wychodzą. Nie jesteśmy w stanie określić tylko kiedy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz