W
życiu bywają takie chwile, kiedy nie wiemy o co chodzi. Nie zdajemy
sobie sprawy z tego, czym jest rzeczywistość, nie potrafimy
zrozumieć, czemu coś się dzieje. Próbujemy ukryć się za maską
zwaną rzeczywistością, tylko po to by nie zostać zranionym, ale
los ma dla nas własny teatr, w którym główną rolę gramy właśnie
my...
Obudziłam
się jak co dzień rano, ale dzisiaj nie był to zwykły dzień.
Dzisiaj mijają 4 lata od kąt jesteśmy razem. Z Joshem łączy mnie
niepowtarzalna więź, której nie chce przerwać ani nigdy
zakończyć. Jest dla mnie kimś wyjątkowym, kto mnie zawsze rozumie
i pomoże. Wstałam z łóżka. Założyłam na siebie szlafrok,
który leżał na fotelu i zeszłam na dół do kuchni. Włączyłam
czajnik, wzięłam kubek, wsypałam do niego kawy, zalałam wodą i
rozkoszowałam się zapachem gorącej cieczy. Usiadłam na kanapie w
salonie. Z szafki wyciągnęłam album ze zdjęciami i zaczęłam je
przeglądać. Byłam tam ja z Joshem, uśmiechnięci, cieszący się
życiem, żyjący chwilą, nie patrzący w przyszłość, zakochani
tylko w sobie. Odłożyłam album i dopiłam kawę. Poszłam na górę
się przebrać. Założyłam brązowe rurki i do tego mój ukochany,
miętowy sweter. Uwielbia jak w nim chodzę. Do tego założyłam
srebrny naszyjnik z zawieszką w kształcie serca. Z tyłu były
wygrawerowane nasze inicjały. Mimowolnie uśmiechnęłam się do
swojego odbicia. Zeszłam z powrotem na dół. Założyłam buty,
płaszcz i szalik. Wzięłam torebkę z wieszaka i zamknęłam na
klucz drzwi od mojego mieszkania. Wyszłam zewnątrz. Była piękna
jesień. Promienie słońce ogrzewały mnie od środka, a lekki
wiaterek otulał moje ciało. Wstąpiłam do pobliskiej kwiaciarni i
kupiłam biało-różowe róże. Te same jakie wręczył mi na naszej
pierwszej randce. Wreszcie dotarłam do swojego celu. Otwarłam
furtkę, która cicho zaskrzypiała. Podążyłam ścieżką
prowadzącą mnie do mojego ukochanego. Wreszcie dotarłam do
marmurowego pomnika, na którym widniał napis:
Josh
Evans ur. 17
maja 1989 zm. 19 listopada 2012
„Nie
spoglądajmy na to co było, ani na to co będzie. Bo życie jest
zbyt krótkie na zadręczanie się pytaniami o przeszłość i
przyszłość. Żyjmy chwilą, bo teraźniejszość jest
najważniejsza”
Położyłam kwiaty na
jego nagrobku, na którym widniało jego uśmiechnięte zdjęcie.
Właśnie wtedy nie przejmował się niczym i żył chwilą. Tą
chwilą dzielił się ze mną. Nie potrzebowałam niczego do
szczęścia bo to on był moim szczęściem. Nie widziałam świata
poza nim i nadal nie widzę. Pamiętam tamten dzień dokładnie.
Świeciło
słońce tak jak dzisiaj. Niebo było błękitne, bez żadnej skazy.
Był on i ja, i nikt więcej. Cieszyliśmy się sobą, nie zważaliśmy
na nic. Wtedy była nasz 3 rocznica. Po południu powiedział, że
musi coś załatwić, i że wróci wieczorem. Ja szczęśliwa, że
jest przy mnie od rana szykowałam się co założę na wieczór.
Byłam ubrana w błękitną sukienkę, dokładnie taką samą jak
jego oczy. Piękne i roześmiane. O 17 dostałam sms-a, że do 15
minut będzie. Minęło 15 minut, 30, godzina i nic. Czekałam i
czekałam. W końcu dostałam telefon -Pani Madison Tyler? Pan Josh
Evans miał wypadek. W drodze do szpitala doznał dużego krwotoku.
Zmarł- i wtedy cały mój świat się zawalił. Upuściłam telefon,
a sama osunęłam się po ścianie na podłodze. Osoba najważniejsza
w moim życiu, którą kochałam jak nikogo innego, która była mi
jedyna zmarła. Zostawiła mnie samą, ze wszystkim, ze sobą, bez
niego. Bez niego byłam jak kwiat bez płatków, roślina bez słońca,
człowiek bez powietrza. To on był moimi płatkami, które na co
dzień mnie przyozdabiały, to on był moim słońcem, które
rozświetlało mi dzień, to on był moim powietrzem, bez którego
nie potrafiłam funkcjonować, ale musiałam być silna, nie dla
siebie lecz dla niego. Dla niego wtedy walczyłam, walczyłam sama ze
sobą, ze swoim życiem bez niego.
Nigdy nie próbowałam
zapełnić pustki w moim sercu, która panowała bez niego. On
zawsze, był, jest i będzie dla mnie najważniejszy. Każda chwila
spędzona z nim była cenniejsza dla mnie niż złoto, każdy jego
uśmiech odzwierciedlał to jakim był człowiekiem. Cudownym,
pomagającym innym, kochającym i szczerym. Mimowolnie uśmiechnęłam
się do siebie. Na to wspomnienie łzy zaczęły lecieć mi z oczu.
Szybko je otarłam. Nie lubił patrzeć gdy płaczę. Poczułam lekki
powiew wiatru na mojej szyi. Czułam jego obecność, że jest obok
mnie. Pożegnałam się z nim i udałam do parku. Usiadłam na naszej
ławce, na której były wygrawerowane nasze inicjały. To tutaj
pierwszy raz się spotkaliśmy, to w tym miejscu wszystko się
zaczęło. Z klonu, który stał kawałek za ławką zaczęły
spadać liście. Z pomocą wiatru ułożyły się w kształt serca.
Teraz czułam to wyraźnie, a mianowicie jego bliskość. Przez
chwilę zobaczyłam go, stojącego na de mną, uśmiechającego się
w moją stronę szeroko. Takiego jakiego go zapamiętałam.
Uśmiechniętego. I tym razem zaczęły spływać po moich policzkach
łzy, ale tym razem ich nie otarłam. Pozwoliłam im spływać. Nie
były one smutne. Były one oznaką tęsknoty, jaką mu okazywałam.
Dzięki niemu zaczął się nowy etap w moim życiu, mianowicie etap,
w którym nie przejmowałam się opinią ludzi, nie przejmowałam się
tym co mnie otacza, nie patrzyłam w dół, ani w górę, tylko cały
czas prosto, przed siebie. Miałam swoje marzenia i swoje idee.
Dążyłam do tego by je realizować. I tak mi się udawało. Przy
nim niemożliwe stawało się możliwe, pochmurny dzień zamieniał
się w słońce, każdy podły nastrój zmieniał się w radość,
spowodowana jednym uśmiechem. To dzięki niemu nauczyłam się
zakochiwać w najbardziej prostych rzeczach. Wstałam z ławki i
przeszłam się jeszcze jedną z alejek. To właśnie ona kryła w
sobie taką magię, którą próbowałam, za każdym razem jak tu
byłam odkryć, ale nigdy mi się to nie udało. To miejsce już na
zawsze pozostanie dla mnie magiczne i wspaniałe, bo to tutaj
usłyszałam te dwa piękne słowa, a mianowicie Kocham
Cię
Bo nie jest ważne
co było lub co będzie tylko to co dzieję się teraz. Ludzie bardzo
często przejmują się przyszłością, tym co będzie, a los
ustawia tak nasze życie, że w najmniej odpowiednim momencie
doznajemy przełomu, który zmienia nasze życie. Dbając i
przyszłość, zaniedbujemy teraźniejszość i zapominamy o tym co
się w tej teraźniejszości dzieje. Zapominamy o tym co jest dla nas
ważne. Za często spoglądamy wstecz i wypominamy sobie to co było,
ale czy to jest dobre rozwiązanie? Przypominając sobie złe
przeżycia, przekładamy je na czas teraźniejszy, w którym mogą
one przybrać jeszcze gorsze skutki. Wcale nie jesteśmy
marionetkami, którymi steruje los, ani aktorami, którzy uczą się
roli na pamięć. Sami w odpowiednim momencie możemy zerwać nić,
zaimprowizować, ale do tego potrzeba ogromnej odwagi i siły. Każdy
z nas posiada w sobie taka odwagę i siłę, tylko w porę musimy ją
dostrzec. Bo to my jesteśmy panami naszego życia i wszyscy bez
wyjątków JESTEŚMY
ZWYCIĘZCAMI...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz